UDOSTĘPNIJ:  

Niezwykła lecz prawdziwa duchowa podróż

Uznany autorytet w dziedzinie astrologii, horoskopów i doradztwa duchowego opowiada o poszukiwaniu swojej drogi...

Autorka - Marcia Montenegro

Przewodnicy duchowi, medytacja, astrologia, aktywność paranormalna, wyższe „Ja”, uwalnianie kundalini, rozwijanie zdolności parapsychologicznych, modlenie się do guru, podróże astralne, numerologia, stawianie Tarota, kontaktowanie się ze zmarłymi, zadawanie się z wróżkami, Sufis, nauczanie Muktanandy, Rajneesha, Sai Baby, Maharaji’ego - to wszystko stanowiło część mojej podróży. Jak weszłam na tę ścieżkę?

Tęsknota za czymś więcej niż codzienność

Mój ojciec był agnostykiem, a matka osobą wychowaną w przekonaniu, że należy chodzić do kościoła. Więc ponieważ uważała to za właściwe, obie z siostrą uczestniczyłyśmy w niedzielnej mszy świętej, chociaż ona sama nie zawsze. Ponieważ ojciec pracował w służbie dyplomatycznej, często się przeprowadzaliśmy i należeliśmy do różnych kościołów za granicą oraz w Waszyngtonie, Dystrykt Kolumbii.

W końcu zaczęłam podchodzić do religii na poważnie. W szkole średniej wydawało mi się, że trafię do nieba, jeśli będę dobra. Lecz czytanie o innych religiach i spotykanie ludzi, którzy wierzyli w inne rzeczy sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać. Może kryje się za tym coś więcej, niż głównie powierzchowna wiedza, którą posiadam o Jezusie i Bogu - myślałam. Pragnęłam czegoś głębszego, bardziej doświadczalnego. Chrześcijaństwo wydają się charakteryzować kazania, niekiedy uczęszczanie do Szkółki Niedzielnej i spełnianie dobrych uczynków. Jakie to nudne! Coś mnie omijało! Poza tym w ciągu nauki w liceum zawsze odstawałam od innych. Pochodzenie z domu dotkniętego alkoholizmem, pisanie wierszy, brak prawdziwych korzeni - to wszystko sprawiało, że czułam się inna. Swoją podróż rozpoczęłam pod koniec szkoły średniej.

Aktywność paranormalna pojawia się po liceum.

Ta podróż ciągnęła się w czasie mojej dalszej nauki, kiedy to doświadczyłam aktywności paranormalnej i zaprzyjaźniłam z dziewczyną, która twierdziła, że widzi aury i uczęszczała na spotkania spirytualistyczne, gdzie osoby utrzymujące, iż posiadają zdolności parapsychologiczne otrzymywały wiadomości od zmarłych. Pewnego słonecznego popołudnia, gdy całkowicie przebudzona, odpoczywałam leżąc na łóżku z półprzymkniętymi oczyma, poczułam, że szybuję. Otworzyłam oczy i osłupiałam widząc pod sobą moje leżące na łóżku ciało, podczas gdy ja unosiłam się w powietrzu. Myślałam, że umarłam. Szok wcisnął mnie, w niemal bolesny sposób, z powrotem w moje ciało. Było to moje pierwsze pozacielesne doświadczenie i nie miałam pojęcia co to było, ani, że ma to jakąś nazwę. Nikomu o tym nie powiedziałam.

Zdolności parapsychologiczne i astrologia

Moja duchowa podróż przeciągnęła się w lata 70., kiedy odwiedzałam astrologa i innych ludzi o parapsychologicznych umiejętnościach oraz czytałam dużo na temat aktywności paranormalnej. Czytałam również o wierzeniach hinduistów i buddystów. Pamiętam jak każdego ranka w stołówce budynku, w którym pracowałam, czytałam o Wedancie (sekcie będącej odłamem hinduizmu). Zaczęłam dostrzegać w swoim życiu związki z kolorami czakr, według wierzeń Hinduizmu, siedmioma duchowymi ośrodkami energii w ciele. To oraz inne doświadczenia zmotywowały mnie do zanurzenia się w kuszący świat aktywności paranormalnej i wierzeń Wschodu.

Przez lata moje poszukiwanie w dziedzinie parapsychologii nasilało się. Studiowałam astrologię i podeszłam do trwającego siedem godzin egzaminu z tego właśnie przedmiotu, w Atlancie, w Georgii. Egzamin przeprowadzany przez miasto, ale układany i oceniany przez komisję astrologiczną, w celu nadania uprawnień do prowadzenia działalności gospodarczej. Zdawszy test, zaczęłam praktykować astrologię, a w końcu jej uczyć, dawać publiczne wykłady, pisać dla czasopism astrologicznych oraz tych z nurtu filozofii New Age. Zasiadłam również w komisji układającej i oceniającej testy z astrologii i stałam się jej przewodniczącą.

Religie świata dawały mieszane przesłanie

Jednak pomimo całej wiedzy i doświadczenia, które zdobyłam, gdzie były odpowiedzi? Odkąd zaczęłam wierzyć, że zła nie ma - jest tylko ignorancja, historie o bezwzględnym okrucieństwie i zbrodniach sprawiały, że czułam się nieswojo. Chociaż wierzyłam, że powrócę po swojej śmierci, gdzie przebywałabym do tego czasu i jak długo? Religie, które najbardziej do mnie przemawiały, dawały mieszane przesłanie. Niektóre nauczały, że człowiek idzie po śmierci do czegoś w rodzaju szkoły, a potem wybiera swoje następne życie. Według innych idziemy do miejsca, gdzie zostajemy duchowo oczyszczeni - w jaki sposób, nie wyjaśniono - potem ktoś wybiera nam następne życie. Kto? Tego nie wyjaśniono również. Oczekiwano, że po prostu zaufamy procesowi.

Było też niepokojące nauczanie o tym, że jakakolwiek myśl, która pojawi się w twoim umyśle w chwili śmierci, zdeterminuje na jakiś czas twoje doświadczenie życia pośmiertnego. Lepiej więc nie mieć złych myśli! Lepiej nie zasypiać z przerażającymi wizjami! Strach było o tym wszystkim myśleć - lecz kontemplacja tego problemu była negatywna myślą samą w sobie! Próbowałam odegnać od siebie te wszystkie obawy medytacją i mantrą.

Religie świata: szukanie spokoju na Wschodzie

Poszukiwałam spokoju w jednej z najbardziej mistycznych religii świata: w buddyzmie Zen. Próba uwolnienia się od wszelkich pragnień wymagała medytacji, która pozwala myślom, lękom lub żądzom ujawnić się i wtedy możemy je zignorować. Miało to dotyczyć również życia poza stanem medytacji. Dla kogoś takiego jak ja, kto niósł w sobie wiele emocjonalnego bólu związanego z przeszłością jak i teraźniejszością, było to atrakcyjne. Lecz chociaż zdystansowanie się do wszystkiego brzmiało dobrze we wszystkich książkach, miało swoją cenę. Zachowywanie dystansu wydawało się wymuszone i nienaturalne. Dostrzeżenie „pustki” istniejącej poza moim otoczeniem, kolejny znak duchowej przenikliwości, uderzyło mnie jako nihilistyczne i przygnębiające. Może gdybym kontynuowała te praktyki z większym przekonaniem, mogłabym stopniowo zastąpić moje naturalne reakcje i emocje pustką. Lecz czy ludzkim jest nic nie czuć, akceptować każdą myśl, czyn i emocję bez dokonywania ich oceny?

Uczenie się jak być naturalnym i „holistycznym” z jednej strony, a wyrzeknięcie się naturalnych reakcji z drugiej, wydawało mi się sprzecznością. Oczywiście, zniechęcano do takiej racjonalnej analizy, a nawet ją atakowano. Dlatego też sprzeczności mogły i powinny być akceptowane. Jeśli coś nie miało sensu, tym lepiej. Idea polegała na tym, by wykroczyć poza granice racjonalnego myślenia, które stanowiło przeszkodę na mojej drodze do oświecenia.

Religie świata: Większe angażowanie się w medytację

Chociaż nie udało mi się osiągnąć pożądanego stanu obojętności, trzymałam się paradoksalnych nauk Zen, czytając książki z opowieściami Zen i kontynuując medytację. Zauważyłam, że spokój, który czułam podczas moich pierwszych medytacji zmalał, przez co medytowałam jeszcze więcej, starając się na powrót odzyskać ten ulotny stan.

W trakcie mojego zgłębiania umiejętności parapsychicznych nauczyłam się również, że natura okultyzmu i filozofii New Age polega na tym, iż nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Nie ma tam jednej prawdy, ani jednej rzeczywistości. Prawda opiera się na twoim doświadczeniu, a więc zmienia się i różni od siebie w zależności od osoby. Jeśli rzeczywistość jest wielopoziomowa a prawdy absolutnej nie ma, to musi istnieć wiele sprzecznych prawd i rzeczywistości. In abstracto, był to fascynujący materiał do rozmyślań i pozwalał zadowolić się każdą prawdą, jaką chciałam. Jednak na poziomie praktycznym, jakie więc znaczenie ma odkrycie prawdy, jeśli już wreszcie się ją odnajdzie? Skąd też wiemy, czy prawda w ogóle istnieje? A jeśli jej nie ma, jakie ma znaczenie, w co kto wierzy? Nauki te udzielały odpowiedzi, które prowadziły jedynie do kolejnych pytań.

Nauczyłam się, że jesteśmy zaledwie kroplami wody w oceanie i naszym celem jest, by w końcu, po życiu w wielu wcieleniach, połączyć się na powrót z kosmiczną jednością, nazywaną przez niektórych Bogiem. Ta Boża siła jest źródłem, z którego pochodzimy i naszym ostatecznym przeznaczeniem. A to oznacza, że moja tożsamość, osobowość, wspomnienia i uzdolnienia miałyby być wchłonięte przez w tę kosmiczną Jedność. Gdzie bym się znalazła? Niepokojąca odpowiedź brzmiała, że w rzeczywistości przestałabym istnieć. Śmierć stała się dla mnie absorbującym i nie dającym spokoju tematem.

Jedynym sposobem na pozostanie wiernym swojej ścieżce, jak wciąż o tym słuchałam i czytałam, była praca nad sobą i miłość własna. Chociaż mówienie o „miłości” było rzeczą powszechną oraz uczono nas, że jest ona podstawą wszystkiego, miało się wrażenie, że każdy używa jej jako wymówki, by usprawiedliwić każde swoje działanie. Jeśli na przykład, okaże się, że twój mąż nie jest twoją duchową połową, wówczas „prawdziwa miłość” pozwalała ci na opuszczenie go lub znalezienia innego, z którym czułabyś prawdziwą więź. W końcu, było to prawo kosmosu: prawo miłości. Lecz miłość ta nie była zdefiniowana. Po prostu było to coś zewnętrznego - miłosna siła, która włada wszechświatem. Nie było żadnego osobowego bytu, który by mnie kochał; była tylko ta energia pochodząca od kosmicznej Jedności i to było wszystko. Czy taka siła może się o kogoś troszczyć?

Boża miłość i inne religie świata

Niewyjaśniony wewnętrzna potrzeba, by pójść do kościoła owładnęła mną wiosną 1990 r. Ponieważ, w tamtym czasie, nienawidziłam kościołów, chrześcijaństwa i katolików, rozłościło mnie to. Początkowo ignorowałam tę potrzebę, później stawiałam jej opór, a potem po chwilowym zmaganiu się z sobą, zdecydowałam się jej poddać, mając nadzieję, że wówczas minie. Widocznie wzięła się ona z tego, że w poprzednim życiu byłam księdzem lub mnichem, wnioskowałam.

W pierwszych minutach nabożeństwa odprawianego w dużym kościele w śródmieściu Atlanty czułam wszechogarniającą mnie miłość, jakiej do tamtej pory nigdy nie doświadczyłam - tak silną, że zaczęłam płakać. Wiedziałam, że ta miłość nie bierze się z muzyki, miejsca lub otaczających mnie ludzi lecz pochodzi od Boga. Była realna. Pochodząc z domu, w którym królował alkohol i bardzo mi jej brakowało. Następnej niedzieli wróciłam do tamtego kościoła, nie żeby zdobyć kolejne doświadczenie lecz po to, by być w miejscu, gdzie ta miłość mi się przytrafiła.

Boża miłość jest cenniejsza niż zdolności parapsychologiczne

Po kilku tygodniach zaczęłam odnosić wrażenie, że astrologia sprawia, iż czuję się nieczysta, chociaż żadna osoba z kościoła nie powiedziała na ten temat ani słowa. Po prostu w jakiś sposób wiedziałam, że oddziela mnie ona od tego Boga miłości. Miałam wrażenie, że astrologia nie podoba się Bogu i chce bym przestała się nią zajmować. Zrezygnować z wysiłku mojego życia? Zrezygnować z mojej tożsamości i celu? Oprócz syna nic nie było dla mnie ważniejsze od astrologii. Czułam jednak, że nie mam wyboru, było dla mnie oczywiste, że Bóg chce tego ode mnie. Nie wierząc sama w to co robię, zdecydowałam się zerwać z astrologią pod koniec 1990 r. Byłam wówczas przewodniczącą komisji do spraw nauczania, członkinią innych komitetów towarzystwa astrologicznego oraz osobą wyznaczoną do nauczania kolejnej klasy. Musiałam znaleźć nauczyciela na swoje zastępstwo i poinformować klientów, że przestałam zajmować się astrologią. Co teraz? - myślałam. Doszedłszy do wniosku, że powinnam zacząć studiować Biblię, zaczęłam od Ewangelii wg św. Mateusza, będącej pierwszą księgą Nowego Testamentu. Czytanie Biblii zbliżyło mnie do czegoś czystego, ale nie wiedziałam, co to było. Chociaż czytałam przedtem Biblię, gdy dorastałam, tym razem, czułam, że jestem oczyszczana od wewnątrz.

Jezus i zdolności paranormalne

Osoba Jezusa fascynowała mnie. Czułam się jak gdybym uczyła się o Nim po raz pierwszy. Pewnego wieczoru tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 1990 r., gdy czytałam fragment ósmego rozdziału Ewangelii wg św. Mateusza zobaczyłam, kim naprawdę jest Jezus. Gdy pewnego razu, znajdował się na łodzi wraz ze swoimi uczniami, rozpętała się gwałtowna burza. Apostołowie byli przerażeni więc obudzili Jezusa, mówiąc mu, że z pewnością zginą. Lecz Jezus z miejsca ją uciszył. Jak? Nie użył bynajmniej zdolności paranormalnych. Nie dokonał aktu wizualizacji spokojnych wód. Nie użył czarów. Nakazał wiatrowi i wodzie, by się uspokoiły i Go usłuchały. To oznacza, że posiada władzę nad przyrodą.

Wszystko, co robiłam w przeszłości oddzielało mnie od Boga - swoje życie podporządkowałam własnej woli, woli, która przeciwstawiała się i odrzucała Boga i Jego Słowo. Zrozumiałam, że jedynym sposobem na uzyskanie przebaczenia, na pogodzenie się z Bogiem jest Jezus, Bóg-człowiek, który cierpiał i umarł za mnie z wielkiej, bezwarunkowej miłości. Uświadomiłam sobie, że Jezus jest Zbawicielem, Synem Boga i Bogiem-Synem. Po raz pierwszy zrozumiałam, dlaczego umarł na krzyżu.

Wreszcie znajduję odpowiedzi na moje pytania

W ciągu tych kilku minut, gdy siedziałam z Biblią w rękach na łóżku, wiedziałam już, że jedyna odpowiedź na wszystkie moje pytania i jedyna prawda brzmią: Jezus Chrystus. Cóż za prosta, lecz cudowna odpowiedź! Więc oddałam siebie Chrystusowi i od tamtej chwili czuję, że do Niego należę. Kilka miesięcy później dowiedziałam się, że pewien młody chrześcijanin pracujący na pół etatu w tym samym miejscu, co ja, modlił się za mnie w swoim kościele wraz ze wspólnotą w ciągu całego 1990 r.

Jezus różni się od „mistrzów”, których nauczanie studiowałam. Jest bardziej rzeczywisty niż duchowi przewodnicy, Zenitalni Mistrzowie, Wyższe „Ja” - te wszystkie nieuchwytne, nierealne zjawy, które nie dostarczały żadnych dowodów na swoje istnienie - ponieważ On przyszedł na Ziemię we własnej osobie, odczuwał pragnienie, głód, ból i smutek. To, co głosił nie zaprzeczało brudowi i rozczarowaniom będącym częścią życia. On sam przebywał z wyrzutkami, prostytutkami i znienawidzonymi poborcami podatkowymi, lecz mimo to pozostał bez grzechu. Był tak rzeczywisty jak to tylko możliwe. Mimo, że był w pełni człowiekiem, był również Bogiem wcielonym, równym Mu naturą lecz odsuwającym od siebie tę chwałę (nie boskość), by przebywać wśród cierpiących ludzi. Jezus Chrystus dobrowolnie poddał się torturom, złożył swoje życie i umarł okrutną śmiercią by zapłacić za nasze grzechy. Trzeciego dnia powstał cieleśnie z martwych zwyciężając śmierć, byśmy mogli mieć życie wieczne z Bogiem. Żaden wróżbita, żaden duchowy przewodnik, żaden Budda, żaden szaman, żaden jasnowidz nie pokonał śmierci - wszyscy leżą zimni w swoich grobach. Lecz Jezus posiada władzę nad śmiercią i żyje również dziś.

Czego nie może zapewnić astrologia ani zdolności parapsychologiczne

Duchowo znajdowałam się w grobie razem z tymi Buddami, wróżbitami i poszukiwaczami mądrości, którzy odrzucili prawdę Chrystusa. Skomplikowane i zawiłe studia, które mnie fascynowały, niezliczone warstwy prawd i rzeczywistości, do których poznania dążyłam, stały wysiłek by się rozwijać, doznania paranormalne, potrzeba, by za wszelką cenę wierzyć we własną dobroć - to wszystko było labiryntem i pułapką. Prawdziwa prawda była oczywista nawet dla dziecka, ponieważ prawda jest Osobą. Jezus nie uczył, że wie jaką drogą należy iść, ani, że sam ją odnalazł. Powiedział, że On jest drogą - nie jedną z wielu dróg, lecz JEDYNĄ drogą.

Jaka jest największa różnica między moim poprzednim życiem, a moim życiem w Chrystusie? To, że jestem szczęśliwsza, że życie jest łatwiejsze? Nic podobnego. Różnica polega na tym, że jestem duchowo spełniona. Muszę się jeszcze dużo nauczyć i dojrzeć, lecz moja nauka i wzrost mają swoje źródło w Chrystusie jako w fundamencie, a nie w poszukiwaniach poza Nim. Moje poszukiwanie się skończyło, pragnienie zostało ugaszone, wewnętrzny głód zaspokojony.

Jezus mówi

„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie” (J 14, 6).

„Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu” (J 4, 14).

„Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” (J 6, 35).

„Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: ‘Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi’” (Mt 28, 18).

„Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto głos mój posłyszy i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3, 20).

Wielu dąży do zdobycia umiejętności parapsychicznych i paranormalnych aktywności w poszukiwaniu osobistego i duchowego spełnienia. Bóg oferuje to spełnienie przez związek ze Sobą. Aby dowiedzieć się więcej, zobacz: „Poznać Boga Osobiście”.

 Mam pytanie...
 Jak nawiązać przyjaźń z Bogiem
UDOSTĘPNIJ ARTYKUŁ:  

TOP