UDOSTĘPNIJ:  

Tron twojego życia

Pewien francuski filozof i matematyk zwany Kartezjuszem, aby stwierdzić fakt swojego istnienia powiedział kiedyś: „Myślę, więc jestem.” Nie mógł powiedzieć: „Jedynie wyobrażam sobie, że istnieję” - ponieważ, gdy tylko brał siebie pod uwagę w tej wypowiedzi, przyznawał, że istnieje jako osoba.

Ludzka osobowość jest jedną z najbardziej niezgłębionych rzeczy we wszechświecie. To, że każdy z nas jest indywidualnością całkowicie odrębną od innych, powinno nas zdumiewać, oszałamiać i przytłaczać. Na wiele sposobów jesteśmy jak samotne wyspy. Nikt nie może czuć dokładnie tego, co ty czujesz, ani myśleć w taki sam sposób. Twoje myśli i uczucia są z tobą nierozerwalnie złączone, są nieodłączną częścią całości, którą stanowisz.

W obrębie naszego własnego „Ja” (jaźni), które stanowi element naszego człowieczeństwa leży to, co jest dla Boga sprawą najwyższej wagi: nasz upór. Wola, która jest nieodłączną i jednocześnie wyłączną częścią każdego z nas. Wyobraź sobie, że twoje życie jest jak sala tronowa, a na tronie siedzi twoja wola panując nad twoim małym osobistym wszechświatem. Gdy dochodzą do niej informacje z zewnątrz postępuje z nimi wedle swojego uznania - musi dokonać wyboru i podjąć jakąś decyzję. A ponieważ jest to nasz wszechświat i panuje w nim nasza wola, wybór ten jest ostateczny.

A więc wyobraźmy sobie, że do naszej zasiadającej na tronie woli dociera pewna wiadomość z innej części wszechświata. „Drogi królu”, słyszymy, „doszły mnie wieści, iż jeśli zjesz trzeci kawałek tego ciasta będziesz ogromnie cierpiał.” Mówi to nasza świadomość i możemy zignorować tę informację lub wziąć ją pod uwagę i posłuchać ostrzeżenia. „Precz głupcze!”, odpowiada wola. „Po kolacji pójdę na przechadzkę wokół zamku i nic mi nie będzie.”

Ta koncepcja jest warta rozważenia, ponieważ dotyczy właśnie tego, w jaki sposób traktujemy Boga. Może się zdarzyć, że w pewnym momencie naszego życia nasza świadomość przyniesie nam „zewnętrzną” informację, która będzie Go dotyczyła. To może wyglądać mniej więcej tak:

„Drogi królu, doszły mnie słuchy (i chcę cię jak najbardziej przed tym ostrzec), iż ktoś zwany Bogiem zabiega o prawo wstępu do twojego wszechświata. Mówi, że ma swobodne władanie i prawo, by wkroczyć gdziekolwiek zechce lecz, że nie wejdzie do twego królestwa, jak tylko za twą wyraźną zgodą. Przekazuje również, że jeśli już tu przyjdzie, prawdopodobnie będzie wywierał wielki wpływ na decyzje, które zasiadając na tronie podejmujesz. Proszę o wybaczenie, ale tak to właśnie ujmuje. Lecz - mówi ten Bóg - jeśli dasz mu prawo wstępu, twój wszechświat stanie się lepszym miejscem. Mówi, że jest kochający i chce jedynie tego, co jest dla ciebie najlepsze, to znaczy siebie.

„Dał mi do zrozumienia, iż jest niejako - w przeciwieństwie do ciebie, jeśli pozwolisz mi to tak ująć - doskonałym Królem. Zapewnia, że możesz mu ufać bardziej niż samemu sobie. Co na to odpowiesz? Czy wyrazisz zgodę i pozwolisz mu wejść?”

Czy każdy z nas nie doświadczył czegoś podobnego? Ponieważ Bóg traktuje nas z wielkim szacunkiem, pozwala nam podjąć decyzję. Nie wpycha się na siłę do naszego wszechświata. Nie obala naszej monarchii. Pyta, czy może przyjść. Jezus powiedział: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto głos mój usłyszy i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.”

 Mam pytanie...
 Jak nawiązać przyjaźń z Bogiem
UDOSTĘPNIJ ARTYKUŁ:  

TOP